Link :: 30 sierpnia 2008 r. o 21:37

W górę!

Olimpiada w Pekinie. Wojna w Gruzji. Prztyczki pijarowe, zwane wojenką na górze... jak dobrze było od tego odpocząć. Nie, nie uciekłem od tego zupełnie - odcięty od sieci prognoz pogody wypatrywałem w TVP Info - na olimpiadę sarkałem, bawił mnie orgazmiczny ton naszych komentatorów, widziałem ożywienie naszego prezydenta i niezdecydowanie premiera przy okazji konfliktu gruzińskiego, ale przecież to wszystko wreszcie było daleko, takie jakieś małe, nieważne. Liczyło się to, czy będzie lało. Nie lało.

Zdjęcie w nagłówku przedstawia mnie. Dzień wcześniej wybraliśmy się z Murowańca na przełęcz Krzyżne. Drogę z Murowańca bardzo lubię: kamienista, wiodąca otwartym zboczem Żółtej Turni stopniowo wchodzi w skalistą, porywającą surowością Dolinę Pańszczycy. Potem idzie się coraz wyżej wśród rumowisk. I wyżej, wyżej, wyżej. Po drodze mijamy tych, którzy schodzili z Orlej Perci. Jest osiemnasta - widok z przełęczy oszałamiający. Do Doliny Pięciu Stawów czeka nas półtorej godziny (według drogowskazu). Schodzimy trzy - najpierw stromą ścieżką, zygzakiem ostro w dół, tuż obok żlebu. Po drodze spotykamy kozicę - pasie się spokojnie, w końcu uskakuje (inni turyści mówili, że w okolicach Orlej Perci było ich wiele). Następnie niekończący się trawers i coraz odleglejsza perspektywa dotarcia do ceprostrady o ludzkiej porze.

W końcu docieramy do schroniska. Zostajemy - podłoga kosztuje 21 zł, grube, stare koce PTTK wliczone w cenę. Śpimy na dwóch złączonych stołach. Twardo, gorąco. Ubranie lepi się do ciała. Nie mamy ręczników, mydła, udaje się kupić jedynie szczoteczkę do zębów.

Nadchodzi poranek. Ruch co najmniej od szóstej. Wstaję. Poranek jest cudny. Miedziane w porannym, świeżym słońcu prezentuje się cudnie. Pokonana minionego wieczoru trasa też - już są na niej pierwsi turyści. O ósmej śniadanie - oczywiście jajecznica i herbata z cytryną. I w dół, w dół, w dół. Do prysznica!
Uwagi czytelników(1)


Link :: 2 sierpnia 2008 r. o 17:58

Apel Warszawy

Tu - zęby mamy wilcze, a czapki na bakier,
tu u nas się nie płacze w powstańczej Warszawie:
tu się Prusakom siada na karkach okrakiem,
tu wrogów gołą garścią za gardło się dławi!...

- A wy tam wciąż śpiewacie, że w kurzu krwi bratniej,
że z dymem pożarów niszczeje Warszawa...
- A my tu nagą piersią na salwy armatnie,
na wasz podziw, na śpiewy i na wasze brawa.

Czemu żałobny chorał śpiewacie wciąż w Londynie,
gdy tu - nadeszło wreszcie oczekiwane święto?...
U boku chłopców swoich walczą ich dziewczęta
i nawet dzieci walczą i krew tu dumnie płynie.

Hallo! Tu - serce Polski!... Tu woła - Warszawa...
Niech pogrzebowe śpiewy wyrzucą z audycji!...
Nam ducha starczy dla nas, i starczy go dla was.
Oklasków też nie trzeba. Żądamy - amunicji!!!

Zbigniew Jasiński "Rudy"
Warszawa, przed 24 sierpnia 1944 r.
Uwagi czytelników(4)


Link :: 28 lipca 2008 r. o 21:38

Pani Janina już nie wdycha Gazu

Są różni agenci, jedni mają wprawne oko, inni wprawne ucho. Wszyscy jednak nastawieni są zdobywanie informacji, których inni strzegą jak oka w głowie.

Czy wiecie jak działa ucho agenta? Nie mówimy tu o budowie anatomicznej, bo ona nie jest istotna, chodzi nam raczej o pewną niematerialną wartością dodaną zmysłu słuchu, zdolność łowienia zakodowanych haseł, symboli, tematów. Gdzie się nie zjawi, tam nawet rozmyślając o niebieskich migdałach, tudzież pięknie stworzenia, tam łowi, tam ucho samo z siebie nasłuchuje i wyłapuje „michałki”.

Na wieczorze poświęconym Herbertowi pewien anonimowy wywiadowca zasiadł był na czarnym skajowym krzesełku i zarzuciwszy nogę na nogę począł obserwować gromadzących się ludzi. Ludzie jak ludzie – tacy jak zazwyczaj na takich imprezach. Trochę bibliotekarek, trochę studentek rozmaitych filologii, trochę bohemy, trochę warszawskiej inteligencji, trochę rozmaitych innych ludzi. Jako, że wywiadowca był mężczyzną, wyraził cichy żal, iż nie studiował owych filologii, tudzież bibliotekoznawstwa. Ale dajmy pokój dygresjom, jest lato – brom wódką przepity. Git!

Wróćmy do głównego wątku notatki, do którego skądinąd jeszcze nie dotarliśmy. Więc… nie zaczynamy zdania od więc: cofnij. Obok owego wywiadowcy zasiadły dwie damy. Damy piękne w swym starzeniu się – szczupłe, eleganckie, spokojne, dystyngowane, rozprawiające o sprawach istotnych (więcej informacji nie trzeba). Tak się akurat złożyło, że „Rzeczpospolita” postanowiła pozbyć tej części nakładu wydania sobotnio-niedzielnego, który nieszczęśliwie nie sprzedał się. Brali więc ludzie, wzięły i owe panie ową gazetę. Dotarliśmy!

Ów wywiadowca zarejestrował w swej pamięci i postanowił się z Wami podzielić rozmową, jaką toczyły owe damy o prasie codziennej. Dla niepoznaki imiona dam zostały zmienione (na marginesie: wywiadowca i tak ich nie znał, więc być może są to imiona prawdziwe).

Janina: …i wiesz, ja ci mówię, poczułam się tak jakoś świeżo, tak jakoś wolna.
Aniela: Mówisz?
Janina: Tak, wiesz myśmy od lat żyły i się męczyły coraz bardziej, czytając stale…
Aniela: No tak, ale czy jest jakaś inna?
Janina: Ostatnio już takie bzdety były, że przestałam kupować…
Aniela: To prawda, i jeszcze te wystąpienia Michnika ostatnie, one mnie zniesmaczyły.
Janina: To też. Albo ta Milewicz – jakież ona bzdety o lustracji wypisywała…
Aniela: Wiesz o lustracji to ja mam akurat…
Janina: Oczywiście, ja też nie zgadzam się ze wszystkim, o czym pisze „Rzeczpospolita”, bo oni też głupoty wypisują. Ale wiesz tu ostatnio pisuje wielu niezależnych dziennikarzy, a nie tylko stale to MY i MY. No i ten spokojny redaktor naczelny, o zobacz, tu w Plusie Minusie ma takie spokojne komentarze.
Aniela: A jak on się…?
Janina: Lisicki. Słuchaj, to nie jest żaden szmatławiec, tylko porządna gazeta, popatrz, tu wywiad, tu recenzja. Jest co poczytać.
Aniela: To wiesz może ja też zacznę kupować.
Janina: Polecam ci, ja się teraz znacznie lżej czuję, kiedy nie żyję ICH problemami, ich zamkniętym światem.
Uwagi czytelników(1)


Link :: 25 lipca 2008 r. o 22:17

Niewiedza

Nie wiedziałem, że czerwony fular w białe groszki może robić aż takie wrażenie.
Napisał mi jeden znajomy, że na pewnym zdjęciu wyglądam niemal jak angielski lord.
Jest to oczywiście oczywista nieprawda, ale cóż...
Uwagi czytelników(2)


Link :: 20 lipca 2008 r. o 00:34

No i...

gdzie Cię spotkać? Ty, która masz być moją panią?
Uwagi czytelników(4)


Link :: 16 lipca 2008 r. o 23:27

Dokonałem aborcji

Idę sobie podlać kwiatki na balkonie, a tu w rogu kulka szara cicho siedzi. Podchodzę bliżej: gołębica. Zaradna dziewczyna - w dzień uwiła gniazdo.

Niestety gołębie są plagą Warszawy, a mnie jakoś nie kręci posiadanie balkonu, z którego nie można normalnie korzystać. Gołębica zobaczywszy mnie, najpierw znieruchomiała, a gdy poruszyłem krzesłem uciekła.

Cóż było robić? Usunąłem gniazdo i jego zawartość (dwa małe, białe jajeczka). I wtedy zaczęło się dziać coś, czego w sumie mogłem się spodziewać. Gołębica aż do zmierzchu przylatywała w poszukiwaniu gniazda, nieco otumaniona, bo prawie w ogóle się nie bała.

Jeśli ptaki tak odczuwają, to co dopiero ludzie, nieprawdaż?
Uwagi czytelników(0)


Link :: 7 lipca 2008 r. o 20:52

Kawalerski bełt

darmowy hosting obrazków

Zdjęcie powyżej ilustruje typową kolację kawalerską.

Składniki: jaja fermowe sztuk trzy, pomidor jeden, kotlet mielony rozdrobniony (został po obiedzie niedzielnym), ser żółty włoszczowski, masło, sól, pieprz, oryginalna węgierska papryka w proszku. Dla złamania łagodnego i ciężkawo-słodkawego smaku: dwa ogórki małosolne w talarkach oraz cztery oliwki z migdałem.

Typowa kolacja kawalerska jest uniwersalna - może być również śniadaniem oraz obiadem.

EDIT:

1. Panna motyl - jest.
2. Duszność - w rzeczywistości wygląda lepiej, mam kiepski aparat.
3. P_r - pyszne.

Uwagi czytelników(6)


Link :: 6 lipca 2008 r. o 23:52

Kiedyś i dziś

Czytam sobie "Złego". Powieść taką, a nie czasopismo żony Urbana. Dużo wódki ludzie pili, walce tańczyli, mordy sobie obijali. I żyli. Nie to co dziś.

Piję sobie piwo. Wreszcie piwo, które smakuje czymś więcej niż tylko goryczą. ŻYWE RZĄDZI. Podobno kiedyś piwo było koszmarem. Dziś normalne piwo można ustrzelić w niewielu sklepach. Reszta to koncernowe siki.

No tak piwo, Tymon i Świetliki to chyba nie jest najlepsze połączenie. Więc może ja pójdę spać. Albo nie. Podrzucono mi Danutę Lato - ponoć zmarnowany potencjał. Paaanie! To tak jak w kopanej. Niby są warunki, talent i wszystko i dupa.

A potem latają podpite karki i wrzeszczą, że nic się nie stało, bo jak zwykle się poj... No właśnie.

Spleen! Patykiem pisanych win! Ech życie jak w Madrycie. Prawie - kurde zaraz znowu zacznę gadać reklamą.

Nosz... wa mać! Dość tych namiastek.

To Wasze zdrowie!
Uwagi czytelników(0)


Link :: 22 czerwca 2008 r. o 12:53

Warto być walecznym

Mistrzostwa Europy w piłce nożnej pokazują, że warto walczyć, gryźć trawę i nie poddawać się. W sumie banał, ale przypominać warto.
Uwagi czytelników(0)


Link :: 7 czerwca 2008 r. o 14:01

Odmienności

Zawsze mnie śmieszyły pisma LOGO i AVANTI. W świecie, który właściwie pozbył się tabu i konwenansów nagle pojawiają się pisma, które te konwenanse przywracają - w formie zresztą bardzo powierzchownej.

Choć jeszcze bardziej niż owe pisma śmieszą mnie przyrównywania ludzi do wzorców przyjętych w danych grupach. Singiel, małżeństwo z trzódką brzdąców, obowiązek posiadania przyjaciela geja - zależnie od grupy, towarzystwa...

Jakkolwiek były premier jawił się jako odmieniec, będąc sześćdziesięcioletnim kawalerem bez konta, prawa jazdy i pomieszkując z matką (która zresztą pewnej stałej opieki wymaga), to jednak w świecie równości winien nie być wyśmiewany, a tolerowany, może i hołubiony. Nie był - bo poglądami nie przystawał do piewców równości.

A tymczasem Pan Bóg różnie nam układa losy, a i my sami różnie sobie to życie pleciemy. Oczywiście - mając takie czy inne przekonania do pewnych wzorców dążymy, ale życie płata nam rozmaite figle.

Dlatego staję w obronie odmienności, ale nie tylko odmienności dyżurnej i odmienności narzucającej mi się.

A ponieważ pogody życia nigdy dość, więc piosenka na deser:

Flamandowie - Michał Bajor

Flamandowie tańczą milcząc wciąż
Przy niedzieli tańczą Flamandowie
Nie pogadasz z nimi w tańcu, bo
Flamandowie nierozmowni są

Tańczą, bo dwadzieścia mają lat
Piękny wiek, by się dowiedział świat
Że miast o staropanieństwo drżeć
Trzeba za mąż iść i dzieci mieć

Tak rodzice przykazali im
Belfer w szkole i na mszy w klasztorze
Ojciec przeor przez kadzideł dym
Tak nauczał i dlatego może

Tańczą tak
Tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

Obcy jest im w tańcu słodki dreszcz
Gdy w niedzielę tańczą Flamandowie
Gdy Flamandów trochę znasz, to wiesz
Obcy jest im jakikolwiek dreszcz

Tańczą, gdy trzydzieści mają lat
Piękny wiek, by się dowiedział świat
Że ich życie swój osiąga cel
Rosną dzieci i na piwko chmiel

Ich rodzice z dumy puchną aż
Belfer w szkole i na mszy w klasztorze
Ojciec przeor rozjaśniwszy twarz
Puchnie z dumy i dlatego może

Tańczą tak
Tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

Tańczą przy niedzieli milcząc wciąż
Bez uśmiechu tańczą Flamandowie
Bo kto zna ich, co tu kryć
Nie do śmiechu jest Flamandem być

Tańczą mając siedemdziesiąt lat
Piękny wiek, by się dowiedział świat
Że ich życie osiągnęło cel
Rosną wnuki i na piwko chmiel

Cali w czerni jak rodzice ich
Belfer w szkole i jak mnich w klasztorze
Do podziału w testamentach swych
Mają sporo i dlatego może

Tańczą tak
Tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

Flamandowie tańczą milcząc wciąż
Przy niedzieli tańczą Flamandowie
Mają twarze bez kropelki krwi
Kto ich zna ten rację przyzna mi

Tańczą, bo skończyli już sto lat
Piękny wiek, by się dowiedział świat
Że się ma prawnuki że ho ho
I że nóżki jeszcze żwawe są

W tańcu płyną do rodziców swych
I do belfra, co ich beształ w szatni
Do przeora, co rozgrzeszał ich
Płyną, gdy już może raz ostatni

Tańczą tak
Tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

Tańczą tak
Tańczą tak
Flamandowie tańczą tak

A więc poprawka: Flamandowie w interpretacji Jaquesa Brela ===>>> Les Flamandes.
Uwagi czytelników(4)


Zasilany przez Ownloga.