[eser] miscellanea
Link :: 2 maja 2008
Walka o coś
Jałowe internetowe wojny. Fora od nich kipią.
Well...
I prefer Frank Bullitt's style.
Link :: 10 maja 2008
Co robi Schuman w grobie?
Schuman w grobie się przewraca, gdy spogląda na współczesną integrację europejską. I wcale nie chodzi o głębokość tejże, bo przecież Schuman, a wraz z nim i Monnet i Adenauer chcieli głębokiej integracji. Przewraca się w grobie patrząc na jej jakość, na słabość ducha elit europejskich, na ich krótkowzroczność. Wzdryga się widząc, że jeden z fundamentów integracji - chrześcijaństwo - jest brutalnie rugowane z Unii Europejskiej.
A parada Schumana... no taki ładny pochód majowy. Baloniki są, politycy są (oczywiście na czele, awangarda, hehehehehe). Tańce są. Zabawa jest. Jacyś kadłubowi narodowcy z którejś z partyjnych kanap na okrasę i dla śmiechu.
A debaty z prawdziwego zdarzenia jak nie było tak nie ma.
Link :: 10 maja 2008
Blog to książka?
Znajoma blogowiczka zakończyła swój blog tymi słowy:
I jak się już skończą, to czasem wzdychamy z ulgą, że właśnie się to stało, a czasem jest smutno i pojawia się ogarniające przeświadczenie, że jeszcze za mało tej fabuły, że jeszcze nie wszyscy bohaterowie uśmierceni, nie wszystkie wątki zakończone.
Chodzi o to, że ta książka właśnie się skończyła. Skończyła się i już. Rzecz jasna, doświadczenie blogaskowe mówi, żeby nigdy nie mówić nigdy, bo pisanie wciąga, a poza tym ma właściwości terapeutyczne. Nie wiem, co będzie się działo dalej, może kiedyś powstanie jakaś opowieść np. nosząca tytuł „Socjopatyczne reaktywacje”, albo „Malkontenctwo – rewolucje” (mam nadzieję, że bracia Wachowscy nie pociągną mnie do odpowiedzialności za ten żart).
Mi się nie wydaje. Ale może to ja jestem dziwny - z kolejnymi blogami wyrzucanymi z do kosza na śmieci? Może rzeczywiście piszę niedokończone książki. Ciekawe. Z drugiej strony te moje powroty... Jakże różne były. Zacząłem od zwykłego bloga o wszystkim i o niczym, o pogodzie i o aborcji. Potem chciałem (ta pokusa zostania internet celebrity!) pisać blog na serio, czytany, komentowany, podejmujący ważkie problemy. Z kolei wymyśliłem sobie blog zwyczajnie polityczny, by pod wpływem chwili założyć jakiś nikomu niepotrzebny blog o moich przeżyciach egzystencjalnych.
No i wszędzie mi to moje ja wyłazi.
Link :: 14 maja 2008
Droga
Teza:
Drogą katolickiego mężczyzny jest kobieta ognista, jak wulkan gorąca.
Uzasadnienie:
Wzorem i punktem odniesienia dla katolickiego mężczyzny jest Jezus Chrystus. Być drugim Chrystusem - mówią niektórzy przynajmniej święci Kościoła Katolickiego. Ale co to znaczy?
Spójrzmy na Chrystusa. Chrystusa kojarzymy - od małego się nam wpaja - bardzo kobiecy wizerunek Jezusa, takiego dobrotliwego Jezuska, który chodził od wsi do wsi i nauczał, i ptaszki ćwierkały, i wszyscy byli uśmiechnięci. Ale ten sam Jezus przede wszystkim przyjął ciężar krzyża i wziąwszy na siebie ciężar grzechów nas wszystkich. Wytrzymał okrutne biczowanie (świetnie ukazane w "Pasji" Gibsona). W mocnych słowach pouczył młodzieńca, który nie chciał wyzbyć się majątku. Rozgonił kupców ze świątyni. Walczył z obłudą, fałszem, nieludzkim prawem.
Ten Chrystus zobaczył w kobiecie osobę a nie przedmiot pożądania. Przyjaźnił się z kobietami, a przecież równouprawnienia wtedy nie było, więc Chrystus je szczególnie docenił. Uratował prostytutkę od niesprawiedliwej śmierci.
I tak mężczyzna współczesny winien widzieć w kobiecie nie jakiegoś bezosobowego partnera (można go mieć w interesach), ale właśnie osobę. I też nie w każdej kobiecie, ale w tej jedynej.
Esto vir! Bądź mężny. To nie znaczy tylko, że idę śmiało i z uśmiechem przez życie . To znaczy przede wszystkim, że się nie boję wyzwań i porażek, że sobie z nimi radzę.
Kobieta ognista - cóż piękniejszego może być niż kobieta wspaniała, pełna pasji, przebogata duchem, mądra i piękna? Takiej kobiety nie bawią umizgi bladych lowelasów.
Ona szuka rycerza, mężczyzny z etosem, a nie tylko erosem.
Link :: 14 maja 2008
Napięcia
Jest we mnie napięcie - bo ciągnie mnie i do biznesu i do nauki. 30-stka to ostatni moment, żeby podjąć decyzję (nieostateczną, bo świat jest dynamiczny, dynamiczniejszy w moich licealnych czasach). Chciałbym jakoś pogodzić. Natomiast nie ciągnie mnie do urzędów, a kiedyś ciągnęło.
Pytany o politykę odpowiadam: w partii dobrze bym się czuł jako sekretarz generalny, whip, lub doradca, ewentualnie prezydent Warszawy lub minister spraw zagranicznych. Z kolei do polityki jako takiej będę mógł wejść, kiedy uznam, że osiągnąłem w życiu tyle, by móc powiedzieć ludziom: tego i tego doświadczyłem jako człowiek i te moje doświadczenia wam ofiarowuję - w służbie.
Tak.
Więc jednak będzie doktorat. Najpierw jednak magisterium z prawa. W końcu. Się zakałapućkałem trochę w tych napięciach i wyszło, co wyszło.
Link :: 20 maja 2008
Odpowiednią dać słowu - rzecz
W czasach nieustającej paplaniny to chyba ważna sprawa.
Link :: 25 maja 2008
Namiastki i stylizacje
Nie bawią mnie zastępniki i ersatze. Chwilowe zauroczenia, o których nie pamiętam już chwilę po ich przeminięciu. Warszawę odbudowaną jednak lubię. Także Stare Miasto.
Link :: 25 maja 2008
Ambitne filmy
Ki diabeł? Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra? Kiedyś ktoś mądrzejszy ode mnie zapytał mnie: a co to znaczy, że chodzisz na ambitne filmy?
Cóż młody student czytający czasem KINO a czasem FILM mógł odpowiedzieć? Że te filmy, które znajdują uznanie w oczach krytyków? Że te, które dostają pięć gwiazdek? A może te, które poruszają tzw. ważne tematy?
Nie miałem gotowej odpowiedzi i nie mam jej do dziś. A kategorię "ambitnego filmu" wyrzuciłem na śmietnisko. Dziś wybieram te filmy, w których mnie zainteresuje fabuła - bo film to przede wszystkim jakaś historia, opowiedziana mniej lub bardziej sprawnie. Ta historia już w zamyśle twórcy musi być dla mnie ciekawa.
I dlatego ostatnio wybrałem się na CONTROL i ONCE, z podobnych powodów zaliczę pewnie najnowsze przygody INDIANY JONESA. A filmy znajdujące uznanie w oczach krytyków? W moich oczach też czasem znajdują...
Walka o coś
Jałowe internetowe wojny. Fora od nich kipią.
Well...
I prefer Frank Bullitt's style.
Link :: 10 maja 2008
Co robi Schuman w grobie?
Schuman w grobie się przewraca, gdy spogląda na współczesną integrację europejską. I wcale nie chodzi o głębokość tejże, bo przecież Schuman, a wraz z nim i Monnet i Adenauer chcieli głębokiej integracji. Przewraca się w grobie patrząc na jej jakość, na słabość ducha elit europejskich, na ich krótkowzroczność. Wzdryga się widząc, że jeden z fundamentów integracji - chrześcijaństwo - jest brutalnie rugowane z Unii Europejskiej.
A parada Schumana... no taki ładny pochód majowy. Baloniki są, politycy są (oczywiście na czele, awangarda, hehehehehe). Tańce są. Zabawa jest. Jacyś kadłubowi narodowcy z którejś z partyjnych kanap na okrasę i dla śmiechu.
A debaty z prawdziwego zdarzenia jak nie było tak nie ma.
Link :: 10 maja 2008
Blog to książka?
Znajoma blogowiczka zakończyła swój blog tymi słowy:
I jak się już skończą, to czasem wzdychamy z ulgą, że właśnie się to stało, a czasem jest smutno i pojawia się ogarniające przeświadczenie, że jeszcze za mało tej fabuły, że jeszcze nie wszyscy bohaterowie uśmierceni, nie wszystkie wątki zakończone.
Chodzi o to, że ta książka właśnie się skończyła. Skończyła się i już. Rzecz jasna, doświadczenie blogaskowe mówi, żeby nigdy nie mówić nigdy, bo pisanie wciąga, a poza tym ma właściwości terapeutyczne. Nie wiem, co będzie się działo dalej, może kiedyś powstanie jakaś opowieść np. nosząca tytuł „Socjopatyczne reaktywacje”, albo „Malkontenctwo – rewolucje” (mam nadzieję, że bracia Wachowscy nie pociągną mnie do odpowiedzialności za ten żart).
Mi się nie wydaje. Ale może to ja jestem dziwny - z kolejnymi blogami wyrzucanymi z do kosza na śmieci? Może rzeczywiście piszę niedokończone książki. Ciekawe. Z drugiej strony te moje powroty... Jakże różne były. Zacząłem od zwykłego bloga o wszystkim i o niczym, o pogodzie i o aborcji. Potem chciałem (ta pokusa zostania internet celebrity!) pisać blog na serio, czytany, komentowany, podejmujący ważkie problemy. Z kolei wymyśliłem sobie blog zwyczajnie polityczny, by pod wpływem chwili założyć jakiś nikomu niepotrzebny blog o moich przeżyciach egzystencjalnych.
No i wszędzie mi to moje ja wyłazi.
Link :: 14 maja 2008
Droga
Teza:
Drogą katolickiego mężczyzny jest kobieta ognista, jak wulkan gorąca.
Uzasadnienie:
Wzorem i punktem odniesienia dla katolickiego mężczyzny jest Jezus Chrystus. Być drugim Chrystusem - mówią niektórzy przynajmniej święci Kościoła Katolickiego. Ale co to znaczy?
Spójrzmy na Chrystusa. Chrystusa kojarzymy - od małego się nam wpaja - bardzo kobiecy wizerunek Jezusa, takiego dobrotliwego Jezuska, który chodził od wsi do wsi i nauczał, i ptaszki ćwierkały, i wszyscy byli uśmiechnięci. Ale ten sam Jezus przede wszystkim przyjął ciężar krzyża i wziąwszy na siebie ciężar grzechów nas wszystkich. Wytrzymał okrutne biczowanie (świetnie ukazane w "Pasji" Gibsona). W mocnych słowach pouczył młodzieńca, który nie chciał wyzbyć się majątku. Rozgonił kupców ze świątyni. Walczył z obłudą, fałszem, nieludzkim prawem.
Ten Chrystus zobaczył w kobiecie osobę a nie przedmiot pożądania. Przyjaźnił się z kobietami, a przecież równouprawnienia wtedy nie było, więc Chrystus je szczególnie docenił. Uratował prostytutkę od niesprawiedliwej śmierci.
I tak mężczyzna współczesny winien widzieć w kobiecie nie jakiegoś bezosobowego partnera (można go mieć w interesach), ale właśnie osobę. I też nie w każdej kobiecie, ale w tej jedynej.
Esto vir! Bądź mężny. To nie znaczy tylko, że idę śmiało i z uśmiechem przez życie . To znaczy przede wszystkim, że się nie boję wyzwań i porażek, że sobie z nimi radzę.
Kobieta ognista - cóż piękniejszego może być niż kobieta wspaniała, pełna pasji, przebogata duchem, mądra i piękna? Takiej kobiety nie bawią umizgi bladych lowelasów.
Ona szuka rycerza, mężczyzny z etosem, a nie tylko erosem.
Link :: 14 maja 2008
Napięcia
Jest we mnie napięcie - bo ciągnie mnie i do biznesu i do nauki. 30-stka to ostatni moment, żeby podjąć decyzję (nieostateczną, bo świat jest dynamiczny, dynamiczniejszy w moich licealnych czasach). Chciałbym jakoś pogodzić. Natomiast nie ciągnie mnie do urzędów, a kiedyś ciągnęło.
Pytany o politykę odpowiadam: w partii dobrze bym się czuł jako sekretarz generalny, whip, lub doradca, ewentualnie prezydent Warszawy lub minister spraw zagranicznych. Z kolei do polityki jako takiej będę mógł wejść, kiedy uznam, że osiągnąłem w życiu tyle, by móc powiedzieć ludziom: tego i tego doświadczyłem jako człowiek i te moje doświadczenia wam ofiarowuję - w służbie.
Tak.
Więc jednak będzie doktorat. Najpierw jednak magisterium z prawa. W końcu. Się zakałapućkałem trochę w tych napięciach i wyszło, co wyszło.
Link :: 20 maja 2008
Odpowiednią dać słowu - rzecz
W czasach nieustającej paplaniny to chyba ważna sprawa.
Link :: 25 maja 2008
Namiastki i stylizacje
Nie bawią mnie zastępniki i ersatze. Chwilowe zauroczenia, o których nie pamiętam już chwilę po ich przeminięciu. Warszawę odbudowaną jednak lubię. Także Stare Miasto.
Link :: 25 maja 2008
Ambitne filmy
Ki diabeł? Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra? Kiedyś ktoś mądrzejszy ode mnie zapytał mnie: a co to znaczy, że chodzisz na ambitne filmy?
Cóż młody student czytający czasem KINO a czasem FILM mógł odpowiedzieć? Że te filmy, które znajdują uznanie w oczach krytyków? Że te, które dostają pięć gwiazdek? A może te, które poruszają tzw. ważne tematy?
Nie miałem gotowej odpowiedzi i nie mam jej do dziś. A kategorię "ambitnego filmu" wyrzuciłem na śmietnisko. Dziś wybieram te filmy, w których mnie zainteresuje fabuła - bo film to przede wszystkim jakaś historia, opowiedziana mniej lub bardziej sprawnie. Ta historia już w zamyśle twórcy musi być dla mnie ciekawa.
I dlatego ostatnio wybrałem się na CONTROL i ONCE, z podobnych powodów zaliczę pewnie najnowsze przygody INDIANY JONESA. A filmy znajdujące uznanie w oczach krytyków? W moich oczach też czasem znajdują...