Są różni agenci, jedni mają wprawne oko, inni wprawne ucho. Wszyscy jednak nastawieni są zdobywanie informacji, których inni strzegą jak oka w głowie.

Czy wiecie jak działa ucho agenta? Nie mówimy tu o budowie anatomicznej, bo ona nie jest istotna, chodzi nam raczej o pewną niematerialną wartością dodaną zmysłu słuchu, zdolność łowienia zakodowanych haseł, symboli, tematów. Gdzie się nie zjawi, tam nawet rozmyślając o niebieskich migdałach, tudzież pięknie stworzenia, tam łowi, tam ucho samo z siebie nasłuchuje i wyłapuje „michałki”.

Na wieczorze poświęconym Herbertowi pewien anonimowy wywiadowca zasiadł był na czarnym skajowym krzesełku i zarzuciwszy nogę na nogę począł obserwować gromadzących się ludzi. Ludzie jak ludzie – tacy jak zazwyczaj na takich imprezach. Trochę bibliotekarek, trochę studentek rozmaitych filologii, trochę bohemy, trochę warszawskiej inteligencji, trochę rozmaitych innych ludzi. Jako, że wywiadowca był mężczyzną, wyraził cichy żal, iż nie studiował owych filologii, tudzież bibliotekoznawstwa. Ale dajmy pokój dygresjom, jest lato – brom wódką przepity. Git!

Wróćmy do głównego wątku notatki, do którego skądinąd jeszcze nie dotarliśmy. Więc… nie zaczynamy zdania od więc: cofnij. Obok owego wywiadowcy zasiadły dwie damy. Damy piękne w swym starzeniu się – szczupłe, eleganckie, spokojne, dystyngowane, rozprawiające o sprawach istotnych (więcej informacji nie trzeba). Tak się akurat złożyło, że „Rzeczpospolita” postanowiła pozbyć tej części nakładu wydania sobotnio-niedzielnego, który nieszczęśliwie nie sprzedał się. Brali więc ludzie, wzięły i owe panie ową gazetę. Dotarliśmy!

Ów wywiadowca zarejestrował w swej pamięci i postanowił się z Wami podzielić rozmową, jaką toczyły owe damy o prasie codziennej. Dla niepoznaki imiona dam zostały zmienione (na marginesie: wywiadowca i tak ich nie znał, więc być może są to imiona prawdziwe).

Janina: …i wiesz, ja ci mówię, poczułam się tak jakoś świeżo, tak jakoś wolna.
Aniela: Mówisz?
Janina: Tak, wiesz myśmy od lat żyły i się męczyły coraz bardziej, czytając stale…
Aniela: No tak, ale czy jest jakaś inna?
Janina: Ostatnio już takie bzdety były, że przestałam kupować…
Aniela: To prawda, i jeszcze te wystąpienia Michnika ostatnie, one mnie zniesmaczyły.
Janina: To też. Albo ta Milewicz – jakież ona bzdety o lustracji wypisywała…
Aniela: Wiesz o lustracji to ja mam akurat…
Janina: Oczywiście, ja też nie zgadzam się ze wszystkim, o czym pisze „Rzeczpospolita”, bo oni też głupoty wypisują. Ale wiesz tu ostatnio pisuje wielu niezależnych dziennikarzy, a nie tylko stale to MY i MY. No i ten spokojny redaktor naczelny, o zobacz, tu w Plusie Minusie ma takie spokojne komentarze.
Aniela: A jak on się…?
Janina: Lisicki. Słuchaj, to nie jest żaden szmatławiec, tylko porządna gazeta, popatrz, tu wywiad, tu recenzja. Jest co poczytać.
Aniela: To wiesz może ja też zacznę kupować.
Janina: Polecam ci, ja się teraz znacznie lżej czuję, kiedy nie żyję ICH problemami, ich zamkniętym światem.
Name:


Uwagi

28.07.2008 :: 22:42
dusznosc
uśmiechnęłam się na 'więc' ;)